Ostatnio trochę się działo a ja jakoś nie mogłam znaleźć czasu na napisanie czegokolwiek. Z drugiej strony pisać cokolwiek to ... słabo trochę :P
W zeszłym tygodniu stawałam na wadze i pojawiło się na niej magiczne 82. Fakt faktem że z obciążeniem +0,8 ale 82 to 82 w końcu. Poza tym po raz pierwszy od, dobrze licząc, dwóch lat wylazłam na pole w spódnicy i nie poobcierałam sobie ud. Taka mała przypadłość kobitek z nadwagą :P
Do tego zaczęłam robić trening Ewy który do tej pory sprawiał mi największe trudności. A mianowicie szaleje z Turbo doładowaniem :P. Strasznie się go bałam, głupie nie jak można się bać treningu ??? A no można jeżeli od tego zależy czy dalej będziecie ćwiczyć. Ze mną jest taki problem że jak mi coś w głowie nie pasuje to i dupa się nie chce ruszyć. W wolnym tłumaczeniu i na przykładzie: jeżeli teraz zrobiłabym turbo i mi nie wyszło pod znakiem zapytanie stanęły by też następne treningi. Jeżeli by mi się nie udało pomyślałabym że to bez sensu ćwiczyć dalej skoro po tak długim okresie ćwiczeń nie potrafię przetrwać do końca treningu.
Ale nic to !!! Udało się i faktycznie powiem jak Ewka "FRUWAM!!!". a raczej fruwałam po każdym treningu :P. I to właśnie chyba turbo będzie moim ulubionym treningiem. Nie killer bo do niego czule nadal jakąś awersję blllleee.
Plan na najbliższe półtora miesiąca ??? ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć !!! :P
Ostatnio szalałam chyba ze wszystkimi treningami Ewy (tak mnie to turbo doładowało) Jednak stwierdziłam że takie latanie po wszystkim nic nie daje wręcz przeciwnie rozpuściłam się jak dziadowski bicz. Musze się skupić na czymś konkretnym. Powzięłam decyzję: do wyjazdu na wakacje (31.06) mam zamiar w pełni poświęcić się trzem treningom: turbo, skalpel I i ostatni total fitness. Jak mówi klasyk "Oj sie bedzie działo"
Wracając do małego problemu: chodzi o dietę. Po prostu o dietę.
Było by mnie dużo mniej gdy bym stosowała dietę i jej się trzymała. Oczywiście nie oznacza to że żrę jak świnia. Co to to nie. Ale pozwalam sobie na różne grzeszki. Nie jem fast foodów, bo nie przepadam chyba że za pizzą (ale tą sama robię wyśmienitą w domu, więc wiem co jem :P), na chipsy muszę mieć sakramencką ochotę a zdarza się ona niezwykle rzadko. Mam słabość do coli ale tylko jak ją zobaczę (oczy by jadły) i lodów (o i tego nie muszę już widzieć ja wiem że one gdzieś tam są).
Problemem są też posiłki. Ze śniadaniem nie mam najmniejszych problemów z kolacją też nie. Problemem są posiłki w środku dnia bo na nie nigdy nie mam czasu, jakoś nie mogę utrzymać się godzin posiłków, no i nie mam nigdy pomysłów na obiady tak żebym nie musiała dla każdego gotować osobno. Przekąski i 2 śniadania też jakoś sprawiają mi trudności. Jak przychodzę ze spaceru z synkiem to już tylko szybko szybko jem\u dać zupę ogarnąć w chałupie i do spania. A jak on śpi to nie lubię się kręcić po kuchni. No i często zostaje bez posiłku do 16 po czy rzucam sie na obiad jak szalona. I kółeczko się zamyka.
Muszę coś postanowić bo to jest bez sensu katować się ćwiczeniami a nie trzymać dietki.
Pogrzebałam i wygrzebałam diety: jedną z Centrum leczenia otyłości w Krakowie, Druga od Dr. Bardadyna którą zakupiła kiedyś moja siostra, i program posiłków z książki Ewy.
Plan jest taki że chciałabym zebrać to wszytko do kupy i zrobić tutaj taki zbiór przepisów i pomysłów na zdrowe posiłki żebym w każdym momencie mogła z nich korzystać. Zastanawiam się jeszcze ale chyba zacznę od obiadów :P bo z tym mam największy problem :P




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz