Ale mam ostatnio lenia masakrycznego, albo jakąś depresję czy co. Sama już nie wiem najchętniej to bym przed kompem siedziała i gapiła się w ten ekran.
Nie żebym zrezygnowała z treningów co to to nie dalej szaleję z turbo lub total fitnes. Tylko pisać mi się nie chce. Tzn jak nie jestem przed kompem to ma kupę pomysłów a jak już zasiądę to lipa :P
Dobra do rzeczy obiecana pierwsza część czyli ŚNIADANIA (1 z 3)
- Pieczywo (50g) z wędliną drobiową (30g) z dowolnymi warzywami, herbata z cytryną
- Pieczywo (50g) z chudym twarogiem (30g) pomieszanym z 2 łyżkami jogurtu naturalnego z koperkiem i rzodkiewką startą, kawa z mlekiem
- Pieczywo (50g) z wędlina wołową (30g) z dowolnymi warzywami, herbata owocowa
- Pieczywo (50g) z chudym twarożkiem ziarnistym (30g) dowolne warzywa, herbata
- Pieczywo (50g) z pastą zrobioną z chudego twarogu (30g) i wędzonego dorsza z dodatkiem przypraw i jogurtu naturalnego, herbata
- Pieczywo (50g) z tuńczykiem w sosie własnym (30g) i dowolnymi warzywami, herbata z cytryną
- Pieczywo z 1/2 jajka na twardo z dowolnymi warzywami, herbata
- Pieczywo (50g) z chudym twarogiem (15g) i wędzonym dorszem (15g), dowolne warzywa, herbata
- Pieczywo (50g) z chudym serkiem homogenizowanym (30g) i owocami (50g) (np. mango, kiwi, gruszka), kawa z mlekiem
- Pieczywo (50g) z musztardą i ogórkiem konserwowym, frankfurterka drobiowa (30g) dowolne warzywa herbata
SMACZNEGO !!!
Obrazek przedstawia zalecenia do diety. Jak najszybciej postaram się wrzucić pozostałe posiłki :)
piątek, 31 maja 2013
środa, 22 maja 2013
Kliknij, polub, udostępnij ...
Jak w tytule. Nic nie kosztuje zajmie kilka sekund a zwierzakom warto pomóc :)
poniedziałek, 20 maja 2013
"mały" problem
Ostatnio trochę się działo a ja jakoś nie mogłam znaleźć czasu na napisanie czegokolwiek. Z drugiej strony pisać cokolwiek to ... słabo trochę :P
W zeszłym tygodniu stawałam na wadze i pojawiło się na niej magiczne 82. Fakt faktem że z obciążeniem +0,8 ale 82 to 82 w końcu. Poza tym po raz pierwszy od, dobrze licząc, dwóch lat wylazłam na pole w spódnicy i nie poobcierałam sobie ud. Taka mała przypadłość kobitek z nadwagą :P
Do tego zaczęłam robić trening Ewy który do tej pory sprawiał mi największe trudności. A mianowicie szaleje z Turbo doładowaniem :P. Strasznie się go bałam, głupie nie jak można się bać treningu ??? A no można jeżeli od tego zależy czy dalej będziecie ćwiczyć. Ze mną jest taki problem że jak mi coś w głowie nie pasuje to i dupa się nie chce ruszyć. W wolnym tłumaczeniu i na przykładzie: jeżeli teraz zrobiłabym turbo i mi nie wyszło pod znakiem zapytanie stanęły by też następne treningi. Jeżeli by mi się nie udało pomyślałabym że to bez sensu ćwiczyć dalej skoro po tak długim okresie ćwiczeń nie potrafię przetrwać do końca treningu.
Ale nic to !!! Udało się i faktycznie powiem jak Ewka "FRUWAM!!!". a raczej fruwałam po każdym treningu :P. I to właśnie chyba turbo będzie moim ulubionym treningiem. Nie killer bo do niego czule nadal jakąś awersję blllleee.
Plan na najbliższe półtora miesiąca ??? ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć !!! :P
Ostatnio szalałam chyba ze wszystkimi treningami Ewy (tak mnie to turbo doładowało) Jednak stwierdziłam że takie latanie po wszystkim nic nie daje wręcz przeciwnie rozpuściłam się jak dziadowski bicz. Musze się skupić na czymś konkretnym. Powzięłam decyzję: do wyjazdu na wakacje (31.06) mam zamiar w pełni poświęcić się trzem treningom: turbo, skalpel I i ostatni total fitness. Jak mówi klasyk "Oj sie bedzie działo"
Wracając do małego problemu: chodzi o dietę. Po prostu o dietę.
Było by mnie dużo mniej gdy bym stosowała dietę i jej się trzymała. Oczywiście nie oznacza to że żrę jak świnia. Co to to nie. Ale pozwalam sobie na różne grzeszki. Nie jem fast foodów, bo nie przepadam chyba że za pizzą (ale tą sama robię wyśmienitą w domu, więc wiem co jem :P), na chipsy muszę mieć sakramencką ochotę a zdarza się ona niezwykle rzadko. Mam słabość do coli ale tylko jak ją zobaczę (oczy by jadły) i lodów (o i tego nie muszę już widzieć ja wiem że one gdzieś tam są).
Problemem są też posiłki. Ze śniadaniem nie mam najmniejszych problemów z kolacją też nie. Problemem są posiłki w środku dnia bo na nie nigdy nie mam czasu, jakoś nie mogę utrzymać się godzin posiłków, no i nie mam nigdy pomysłów na obiady tak żebym nie musiała dla każdego gotować osobno. Przekąski i 2 śniadania też jakoś sprawiają mi trudności. Jak przychodzę ze spaceru z synkiem to już tylko szybko szybko jem\u dać zupę ogarnąć w chałupie i do spania. A jak on śpi to nie lubię się kręcić po kuchni. No i często zostaje bez posiłku do 16 po czy rzucam sie na obiad jak szalona. I kółeczko się zamyka.
Muszę coś postanowić bo to jest bez sensu katować się ćwiczeniami a nie trzymać dietki.
Pogrzebałam i wygrzebałam diety: jedną z Centrum leczenia otyłości w Krakowie, Druga od Dr. Bardadyna którą zakupiła kiedyś moja siostra, i program posiłków z książki Ewy.
Plan jest taki że chciałabym zebrać to wszytko do kupy i zrobić tutaj taki zbiór przepisów i pomysłów na zdrowe posiłki żebym w każdym momencie mogła z nich korzystać. Zastanawiam się jeszcze ale chyba zacznę od obiadów :P bo z tym mam największy problem :P
W zeszłym tygodniu stawałam na wadze i pojawiło się na niej magiczne 82. Fakt faktem że z obciążeniem +0,8 ale 82 to 82 w końcu. Poza tym po raz pierwszy od, dobrze licząc, dwóch lat wylazłam na pole w spódnicy i nie poobcierałam sobie ud. Taka mała przypadłość kobitek z nadwagą :P
Do tego zaczęłam robić trening Ewy który do tej pory sprawiał mi największe trudności. A mianowicie szaleje z Turbo doładowaniem :P. Strasznie się go bałam, głupie nie jak można się bać treningu ??? A no można jeżeli od tego zależy czy dalej będziecie ćwiczyć. Ze mną jest taki problem że jak mi coś w głowie nie pasuje to i dupa się nie chce ruszyć. W wolnym tłumaczeniu i na przykładzie: jeżeli teraz zrobiłabym turbo i mi nie wyszło pod znakiem zapytanie stanęły by też następne treningi. Jeżeli by mi się nie udało pomyślałabym że to bez sensu ćwiczyć dalej skoro po tak długim okresie ćwiczeń nie potrafię przetrwać do końca treningu.
Ale nic to !!! Udało się i faktycznie powiem jak Ewka "FRUWAM!!!". a raczej fruwałam po każdym treningu :P. I to właśnie chyba turbo będzie moim ulubionym treningiem. Nie killer bo do niego czule nadal jakąś awersję blllleee.
Plan na najbliższe półtora miesiąca ??? ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć !!! :P
Ostatnio szalałam chyba ze wszystkimi treningami Ewy (tak mnie to turbo doładowało) Jednak stwierdziłam że takie latanie po wszystkim nic nie daje wręcz przeciwnie rozpuściłam się jak dziadowski bicz. Musze się skupić na czymś konkretnym. Powzięłam decyzję: do wyjazdu na wakacje (31.06) mam zamiar w pełni poświęcić się trzem treningom: turbo, skalpel I i ostatni total fitness. Jak mówi klasyk "Oj sie bedzie działo"
Wracając do małego problemu: chodzi o dietę. Po prostu o dietę.
Było by mnie dużo mniej gdy bym stosowała dietę i jej się trzymała. Oczywiście nie oznacza to że żrę jak świnia. Co to to nie. Ale pozwalam sobie na różne grzeszki. Nie jem fast foodów, bo nie przepadam chyba że za pizzą (ale tą sama robię wyśmienitą w domu, więc wiem co jem :P), na chipsy muszę mieć sakramencką ochotę a zdarza się ona niezwykle rzadko. Mam słabość do coli ale tylko jak ją zobaczę (oczy by jadły) i lodów (o i tego nie muszę już widzieć ja wiem że one gdzieś tam są).
Problemem są też posiłki. Ze śniadaniem nie mam najmniejszych problemów z kolacją też nie. Problemem są posiłki w środku dnia bo na nie nigdy nie mam czasu, jakoś nie mogę utrzymać się godzin posiłków, no i nie mam nigdy pomysłów na obiady tak żebym nie musiała dla każdego gotować osobno. Przekąski i 2 śniadania też jakoś sprawiają mi trudności. Jak przychodzę ze spaceru z synkiem to już tylko szybko szybko jem\u dać zupę ogarnąć w chałupie i do spania. A jak on śpi to nie lubię się kręcić po kuchni. No i często zostaje bez posiłku do 16 po czy rzucam sie na obiad jak szalona. I kółeczko się zamyka.
Muszę coś postanowić bo to jest bez sensu katować się ćwiczeniami a nie trzymać dietki.
Pogrzebałam i wygrzebałam diety: jedną z Centrum leczenia otyłości w Krakowie, Druga od Dr. Bardadyna którą zakupiła kiedyś moja siostra, i program posiłków z książki Ewy.
Plan jest taki że chciałabym zebrać to wszytko do kupy i zrobić tutaj taki zbiór przepisów i pomysłów na zdrowe posiłki żebym w każdym momencie mogła z nich korzystać. Zastanawiam się jeszcze ale chyba zacznę od obiadów :P bo z tym mam największy problem :P
poniedziałek, 13 maja 2013
Zielone na balkonie i talerzu
Rzeżucha - koszmar podstawówkowych dyktand ortograficznych :P
a poza tym coś zielonego, maksymalnie witaminowego, zdrowego i pysznego.
U mnie dodatek do zup, drugich dań wszelkiej maści, koktajli warzywnych i serów białych.
Czyli rzec by można do wszystkiego.
A co jeszcze ma w sobie rzeżucha ???
Zawiera spore pokłady łatwo przyswajalnego jodu, więc powinni polubić ją osoby z niedoczynnością tarczycy. Zachęcając do siania rzeżuchy pani Elżbieta, technolog żywności z Rzeszowa, wyszczególnia walory odżywcze - zawiera sporo witaminy C, witamin z grupy B, beta-karotenu, kwasu foliowego, siarki, potasu, magnezu, wapnia, żelaza, chromu, jodu.
- Z Podkarpacia do morza daleko, jodu brakuje, więc sięgajmy codziennie po porcję skiełkowanych ziaren.
W najprostszym wydaniu wystarczy kromkę chleba z masłem posypać zieleniną.
Masz dziecko niejadka przekonaj go do rzeżuchy, która wzmacnia apetyt.
Zdaniem technologa żywności skiełkowanie ziarenka zawierają kilkakrotnie więcej witamin, mikro i makroelementów niż ziarna do siewu. Kilka łyżeczek rzeżuchy na dobę postawi nas wiosną na nogi, usunie z organizmy zimowe toksyny. Systematycznie jedzona autentycznie odmładza!
Wysiewajmy najtańsze witaminy przez cały rok, a nie tylko pod Wielkanocnego baranka. Gatunek pieprzycy siewnej (Lepidium sativum), swojsko zwany rzeżuchą ogrodową, opisywał już w 1753 roku Karol Linneusz w dziele Species Plantarum.
Pochodzi z Afryki i Azji, do Europy dotarła w starożytności, a do Polski w XV wieku.
- Jest całoroczną nowalijką, bardzo łatwą u uprawie - zachęca pani Ela - bo nasionka wysypujemy do garnuszka, zalewamy wodą, odstawiamy, a kiedy pojawi się lekki śluz-klajster rozsmarowujemy go po wilgotnej wacie (najlepiej bawełnianej) lub ligninie rozłożonej na talerzyku lub odwróconej doniczce. Nie zapominajmy o podlewaniu, świetle i cieple. Kiedy urośnie do 5-7 cm ścinamy ją nożyczkami.
Uwaga! Zieleninę jemy na surowo, a do potraw dodajemy po zdjęciu garnka z gazu, aby zminimalizować straty witamin. Uwaga! Nie dodajemy rzeżuchy do marynat ponieważ stracimy zawarte w niej żelazo. Aby temu zapobiec - jak radzi pani Ela - należy ocet zastąpić sokiem z cytryny lub jogurtem.
a poza tym coś zielonego, maksymalnie witaminowego, zdrowego i pysznego.
U mnie dodatek do zup, drugich dań wszelkiej maści, koktajli warzywnych i serów białych.
Czyli rzec by można do wszystkiego.
A co jeszcze ma w sobie rzeżucha ???
"
Lecznicze walory rzeżuchy wynikające z jej specyficznego składu
doceniała od dawien dawna medycyna ludowa. Skiełkowaną roślinkę
stosowano jako lek na pasożyty jelit i owrzodzenia skóry, znano jej
działanie dezynfekujące na jamę ustną oraz pobudzające na trawienie i
apetyt.Zawiera spore pokłady łatwo przyswajalnego jodu, więc powinni polubić ją osoby z niedoczynnością tarczycy. Zachęcając do siania rzeżuchy pani Elżbieta, technolog żywności z Rzeszowa, wyszczególnia walory odżywcze - zawiera sporo witaminy C, witamin z grupy B, beta-karotenu, kwasu foliowego, siarki, potasu, magnezu, wapnia, żelaza, chromu, jodu.
- Z Podkarpacia do morza daleko, jodu brakuje, więc sięgajmy codziennie po porcję skiełkowanych ziaren.
Wzmacnia włosy i paznokcie
Nie żałujmy sobie rzeżuchy, jeśli chcemy mieć zdrowe włosy, skórę i paznokcie. Ponieważ działa moczopędnie zachęcamy do jedzenia jej przy chorobach nerek (byle nie w nadmiarze, bo może prowadzić do zapalenia pęcherza). Wygładza też trądzikową i łojotokową cerę, obniża poziom cukru we krwi, usprawnia procesy przemiany materii, sprzyja przezwyciężaniu wiosennego wyczerpania.Dodawaj do zup, past, sałatek
- Uodparniającą rzeżuchą posypywali chleb młodzi Persowie przed wyprawami wojennymi i polowaniami - mówi pani Ela, która rzeżuchę dodaje do zup warzywnych, sałatek, surówek, past serowych, rybnych, jajecznych.W najprostszym wydaniu wystarczy kromkę chleba z masłem posypać zieleniną.
Masz dziecko niejadka przekonaj go do rzeżuchy, która wzmacnia apetyt.
Zdaniem technologa żywności skiełkowanie ziarenka zawierają kilkakrotnie więcej witamin, mikro i makroelementów niż ziarna do siewu. Kilka łyżeczek rzeżuchy na dobę postawi nas wiosną na nogi, usunie z organizmy zimowe toksyny. Systematycznie jedzona autentycznie odmładza!
Wysiewajmy najtańsze witaminy przez cały rok, a nie tylko pod Wielkanocnego baranka. Gatunek pieprzycy siewnej (Lepidium sativum), swojsko zwany rzeżuchą ogrodową, opisywał już w 1753 roku Karol Linneusz w dziele Species Plantarum.
Pochodzi z Afryki i Azji, do Europy dotarła w starożytności, a do Polski w XV wieku.
- Jest całoroczną nowalijką, bardzo łatwą u uprawie - zachęca pani Ela - bo nasionka wysypujemy do garnuszka, zalewamy wodą, odstawiamy, a kiedy pojawi się lekki śluz-klajster rozsmarowujemy go po wilgotnej wacie (najlepiej bawełnianej) lub ligninie rozłożonej na talerzyku lub odwróconej doniczce. Nie zapominajmy o podlewaniu, świetle i cieple. Kiedy urośnie do 5-7 cm ścinamy ją nożyczkami.
Uwaga! Zieleninę jemy na surowo, a do potraw dodajemy po zdjęciu garnka z gazu, aby zminimalizować straty witamin. Uwaga! Nie dodajemy rzeżuchy do marynat ponieważ stracimy zawarte w niej żelazo. Aby temu zapobiec - jak radzi pani Ela - należy ocet zastąpić sokiem z cytryny lub jogurtem.
"
A na koniec mój rzeżuchowy zagonek :)
środa, 8 maja 2013
totalny barak czasu
... dosłownie i w każdej dziedzinie życia :P
Ze względu na to że lato zagościło u nas chyba (i mam nadzieję że już na dobre cały czas spędzam na polu z moim maluchem. Nie narzekam bo jest to dodatkowa forma aktywności fizycznej :)) ale wracając ze spaceru jestem totalnie padnięta. Muszę jakoś się zmusić żeby ćwiczyć gdy mały idzie spać tak jak to już kiedyś robiłam. Zostaje mi wtedy więcej czasu kiedy mąż wraca z pracy no i rano jak już do tejże pracy się wyzbiera. Muszę się zmobilizować do opisania treningu z nowej płyty który systematycznie robiłam codziennie. Aż nie do wiary :D
A dziś przepis na mega zdrowy, mega smaczny no i oczywiście mega szybki obiadek:
Filet z kuraka
warzywa na patelnię
Kasza (bardzo bardzo bardzo zdrowa i moim zdaniem lepsza niż ryż)
Fileta kroimy tak jak lubimy, podsmażamy na łyżce oliwy, przyprawiamy czym chcemy, ja dałam paprykę ostrą, rozmaryn, tymianek i bazylię, troszkę soli, dodajemy warzywa, wszystko razem dusimy pod przykryciem. Nie zapominamy o mieszaniu :P
Kaszę zalewamy (pęczak :P) wodą w ilości szklanka kaszy na 2-3 szklanek wody, leciutko solimy, ja dodaję kurkumy bo ma piękny żółty kolori i ciekawszy smak.
Podajemy razem z kurakiem i warzywami.
Mnie wyszło tak:
Ze względu na to że lato zagościło u nas chyba (i mam nadzieję że już na dobre cały czas spędzam na polu z moim maluchem. Nie narzekam bo jest to dodatkowa forma aktywności fizycznej :)) ale wracając ze spaceru jestem totalnie padnięta. Muszę jakoś się zmusić żeby ćwiczyć gdy mały idzie spać tak jak to już kiedyś robiłam. Zostaje mi wtedy więcej czasu kiedy mąż wraca z pracy no i rano jak już do tejże pracy się wyzbiera. Muszę się zmobilizować do opisania treningu z nowej płyty który systematycznie robiłam codziennie. Aż nie do wiary :D
A dziś przepis na mega zdrowy, mega smaczny no i oczywiście mega szybki obiadek:
Filet z kuraka
warzywa na patelnię
Kasza (bardzo bardzo bardzo zdrowa i moim zdaniem lepsza niż ryż)
Fileta kroimy tak jak lubimy, podsmażamy na łyżce oliwy, przyprawiamy czym chcemy, ja dałam paprykę ostrą, rozmaryn, tymianek i bazylię, troszkę soli, dodajemy warzywa, wszystko razem dusimy pod przykryciem. Nie zapominamy o mieszaniu :P
Kaszę zalewamy (pęczak :P) wodą w ilości szklanka kaszy na 2-3 szklanek wody, leciutko solimy, ja dodaję kurkumy bo ma piękny żółty kolori i ciekawszy smak.
Podajemy razem z kurakiem i warzywami.
Mnie wyszło tak:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







